Miałam dwie godziny, a tak naprawdę to półtorej, bo później musiałam iść do pracy. Rozłożyłam się na kanapie i zjadłam jakąś bułkę. Postanowiłam wejść i zobaczyć ten filmik... raczej jaką ma oglądalność. To było straszne!! Tak dużo ludzi to oglądało i jeszcze to lubiło, a te komentarze.... tragedia!! Od razu pomyślałam o moich współpracownikach. Czemu? Nie wiem!! Zaczęłam szykować się do pracy. Znowu mi się nudziło, a akurat po biurze kręcił się Dylan, no więc go naszkicowałam. Narysowałam go w czapce "Bastard" i okularach, które osunął na czubek nosa, siedział na fotelu. Odłożyłam ołówek, oparłam się o oparcie i zamknęłam oczy.
-A co tu masz? - usłyszałam głos Dylan'a. Zanim zdążyłam się zorientować, na co właśnie parzy miał to w ręku
-Każdy musi brać moje szkice? - zapytałam patrząc mu w oczy
-Właśnie mam w "Bastard" wymyślić nowe przypinki, a widzę, że ci pomysłowości nie brakuję - zaczął
-Ej, ty chcesz mi zabrać pracownice?! - zaśmiał się Jorel
-Ja tylko coś proponuję, bo mogła by do mnie dzisiaj przyjść i z moimi kumplami byśmy coś wymyślili - coś kręcił King Kong. Obaj się spojrzeli na mnie
-Dobra? - sama nie wiedziałam co z siebie wydusić.
-To po pracy jedziesz ze mną! - krzyknął i usiadł obok mnie. Obserwował mnie, każdy mój ruch. Dał mi do ręki ołówek i kazał rysować
-Ale co?! - pytałam się po raz piąty
-Co chcesz!! - powtarzał mi Dylan.
-Tylko ja nie wiem!!
-To narysuj moją maskę - odpowiedział
-Dobra - przeciągnęłam. Narysowałam jego w masce i bronią
-Wybrałem dobrą osobę - zapewniał mnie. Ciekawe o co mu chodziło, bo poszedł mi zrobić kawę... dziwne. Nikt nigdy mi tak nie umilał, a tu proszę. Po pracy wsiadłam do jego samochodu, nie był taki jak J'a. U Jorela tylko z tyłu leżała jakaś bluza i papierki po batonach, a u Dylana... wszędzie uświnione, papierki po szybkich obiadach i puszki po piwie. Stałam jak wryta przed samochodem.Wreszcie Dylan mnie tam wepchnął, a ja usiadłam na siedzeniu. W jego domu czekała już Britt, którą mogłam zaakceptować, bo nie była taką wielką lalunią, raczej się z nią nie zaprzyjaźnię, ale możemy być koleżankami... chyba. Przywitała się ze mną miło, ale poszłam za Dylanem do kuchni... i znowu syf. Usiadłam na krześle, a Funny podał mi piwo. Po kilku minutach przyszli jego koledzy, którzy podali mi rękę mówiąc "cześć". Gdy każdy miał piwo w ręce zaczęły się porady.
-Jakie pomysły? - to właśnie była porada
-Literka B? - zapytał wysoki facet, wyższy od Dylana
-Coś jeszcze... Usia? - to chyba miałam być ja, ale nie wiem.
-Butelka piwa lub czego tam chcecie na tle miasta? - jedyne co przyszło mi do głowy
-Dobry pomysł, jakie jeszcze? - tak jakoś wypadło i pod koniec naszego spotkania musiałam wszystkie propozycje narysować - Zacznijmy głosowanie - wybrano jedną moją propozycję, dwie Funny'ego i tego wysokiego. Do domu pojechałam samochodem Britt. Pochwalała moje rysunki, a ja tylko mówiłam "dzięki" i "nie musisz tego mówić". W domu kupiłam kilka piw i jak co wieczór przyszedł do mnie Jorel. Obydwoje nie mieliśmy co robić robić ze swoim życiem. Oznajmił mi, że jutro zamiast iść do pracy jedziemy na jakąś premierę, i że mam się ubrać elegancko. Pomyślałam o swojej czarnej sukience z Polski.... uprałam ją raz i to na 21 urodziny. Byliśmy lekko upici i śmialiśmy się z każdego słowa. J poszedł do domu, a ja się położyłam. Następnego dnia ubrałam się w sukienkę i spięłam fikuśnie włosy klamrą, lekki makijaż i aparat. Poszłam do szefa, który dał mi plakietkę
-Przypnij w widocznym miejscu - powiedział i weszliśmy do samochodu. Był w garniturze, a plakietkę miał "w kieszeni". Pojechaliśmy do biura, a tam czekała reszta... prawie. Po jakimś czasie przyjechali Elena i Carl. Weszliśmy do limuzyny... luksus normalnie!! Jechaliśmy dość długo, a ja przez drogę popijałam piwo. Zajechaliśmy na czerwony dywan... dziwię się, że robili nam zdjęcia.
-Widzisz tą w czerwonej, długiej błyszczącej sukni? - szepnął mi do ucha Jorel, a ja kiwnęłam głową, bo jak mogłam jej nie widzieć. Światło kierowało się na nią i robiła sobie zdjęcie z każdym kto przechodził - później zrobisz jej zdjęcie, z innej perspektywy - ja znowu kiwnęłam głową. Robili nam zdjęcia jako załodze "Hollywoodland Magazine", bo ten magazyn był dość znany. Jorel ją zagadał i zrobiłam kilka zdjęć jak stoją razem i osobno. Kobieta była podobna do Vanessy, wyglądała jak pusta lala. Weszliśmy do hali i zajęliśmy swoje miejsca, poleciał jakiś słaby film, w którego połowie Carl i Jorel zasnęli, ale Elenie się podobał. Pewnie to była jakaś komedia romantyczna, ale nie uważałam. Po premierze była jakaś impreza, na której robiłam pełno zdjęć. Nawet Carl i Elena tańczyli, inni współpracownicy uznali to za romans. Dla mnie to było nudne... robiłam to z przymusu pracy. Wreszcie wróciliśmy do limuzyny i pojechaliśmy do domu. Tak!! W domu zaczęłam skakać po domu bez żadnego powodu, później wzięłam laptopa i zaczęłam się śmiać ze zdjęć Poli, która zrobiła je pijanym znajomym... i tak nic nie pobije mojego filmiku!! Postanowiłam zrobić coś fajnego i pojechać do baru, poszukałam właściwego numeru autobusu i wsiadłam. Jechałam, ale przysnęłam, byłam jakieś 15 kilometrów od domu. Poszłam szukać jakiegoś sensownego znaku w jakim mieście się znajduje. Weszłam do jakiegoś baru. Zamówiłam piwo i zapytałam się jakie to miasto. Ludzie się na mnie patrzeli jak na jakąś kosmitkę. Po około pół godziny postanowiłam do kogoś zadzwonić, nie chciałam wykorzystywać Jorela więc zadzwoniłam po Matty'ego
-Halo? - zapytał się mnie zmęczony
-Cześć, słuchaj..
-Czemu dzwonisz do mnie o drugiej w nocy? - wyjaśniłam mu całe to zajście i gdzie się znajduję - czyli mam po ciebie przyjechać?
-Jak byś mógł... - powiedziałam najsłodziej jak potrafiłam. Przyjechał po mnie o trzeciej trzydzieści, może trochę później, ale ważne, że przyjechał. Trochę mnie opieprzył, bo był z Harper... kolejną lalunią. Wreszcie położyłam się na swoim łóżku i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz