-Deuce... co ty tu robisz? - zapytałam faceta siedzącego na kanapie
-Widziałaś tych ludzi?! - krzyknął do mnie
-Nie do końca, widziałam, że to była mała banda... - trzeba chronić Nieumarłych
-A ty gdzie byłaś, gdy napadli na mój dom? - co za tupet, głupek jeden
-Ja stałam na balkonie, poza tym, policja mnie już pytała - każda wymówka najlepsza, by z nim nie gadać
-Mogę zapytać twoją młodszą siostrą? - zapytał Aron, a ja poczułam taki... lęk
-Akurat jest na kacu po wczorajszej imprezie - przypomniałam sobie o tym, sama nie wiem czemu
-Dobra... - wzruszył ramionami i odszedł. Czy on nas podejrzewał?! Nie będę zajmowała się tym i pójdę do pracy
-Hej Jorel - przywitałam się ze swoim szefem
-Cześć Usia - tsa, Usia. On siedział na kanapie, a ja czekałam
-To co? Jedziemy? - zapytałam się J'a, bo chyba o tym zapomniał
-Więc... to jest tak, ja kłamałem, my nie pracujemy w tamtym biurze i nie masz tych wszystkich współpracowników, tak naprawdę, to pracujesz tu ty, ja i Killtorn, a czasami pomaga nam Funny - w prawdzie zatkało mnie, ale się cieszyłam, że nie pracuje w tym drętwym biurze
-Czemu mi powiedziałeś to dopiero teraz i w ogóle, czemu to zrobiłeś?! - zapytałam swojego szefa
-No wiesz, Killtorn cię nie znał i chciał sprawdzić, a ja cię przyjmuję - zaśmiał się
-Spoko... - wydusiłam z siebie - teraz mi opowiedz o wczorajszej akcji!! - no co? Ciekawa byłam!!
-To było tak spontanicznie, obiecuję, że kolejnym razem też cię zabiorę - przybiliśmy sobie piątkę
-To ja już pójdę do domu...
-Ja z tobą - po prostu nie mogłam opanować śmiechu, ale dobra. Przeszliśmy przez furtkę i rozłożyliśmy się na kanapie, po chwili usłyszałam jęk Wiktorii.
-Jak mnie boli głowa - wybąkała moja przyjaciółka
-No i widzisz jak dobrze jest bez alkoholu!! - wrzasnęłam jej na złość
-Właściwie to musimy cię jakoś przyjąć do Nieumarłych... - Jorel podniósł brwi
-Zniesiemy na jeden dzień zakład? Na jutro jak zrobię imprezę? - zrobiłam maślane oczka
-Zgoda, ale dostanę od ciebie Jack'a - "groźba"
-Zgoda!! - zadzwoniłam do reszty nieumarłych i ogłosiłam, że robię jutro imprezę, a alkohol kupuję ja... jak chcą to też mogą przynieść. Do sklepu poszłam po 3 zgrzewki i obiecanego Jack'a oraz jeszcze inne.Wszystko odłożyłam do "garażu" co garaż wcale nie przypominało.
-Idziemy pracować!!! - ogłosił J-Dog
-Teraz? - pytanie padło z mojej strony
-Tak, Wiki zostanie i... poogląda telewizor, a my idziemy do pracy - wymyślił Jorel, a Wiktorii to pasowało. Wzięłam lustrzankę i wyszłam za moim szefem. Pojechaliśmy sama nie wiem gdzie
-Dzisiaj robimy zdjęcia - wskazał na ścianę całą w rysunkach. Zrobiłam pełno zdjęć tych rysunków, które mi się podobały. Później wróciliśmy do niego i zamieściliśmy to na stronie Hollywoodland Magazine. Wróciłam do siebie i usiadłam obok Wiki.
-Co dzisiaj zjemy na obiad? - zapytałam się
-Czy ty w ogóle umiesz gotować?! - wybuchła na mnie Wiki
-Jak nie chcesz to nie... - poszłam do sklepu po jajka... tak, moja słynna jajecznica. Wróciłam, a na przywitanie usłyszałam
-No ty sobie chyba żartujesz?!
-To co proponujesz? - zapytałam odkładając jajka do lodówki
-Idziemy gdzieś na miasto, tylko nie tu!! - krzyknęła do mnie, a ja się zgodziłam, i tak ta jajecznica mi się znudziła. Poszłyśmy do jakiegoś fast food'a i tam narzekałyśmy jakie jesteśmy grube, czyli nasze ulubione zajęcie. Wróciłyśmy do domu po Sphinx'a i chciałyśmy jakoś wyciągnąć Dylana na spacer
-Teraz? - zapytał nas King Kong
-No, nie widzisz, że mamy psa? - zapytałam się go wskazując na Sphinx'a
-Dobra... - powiedział, a po chwili wyszedł ze swoim zwierzakiem. Krążyliśmy tak w kółko za Wiktorią, która mówiła, że tam coś widziała. Gdy znudziło nam się takie chodzenie każdy z nas wrócił do swojego domu. U mnie Wiki wyciągnęła karty i zaczęłyśmy grę w makao. Zostały mi 2 karty, gdy do mojej przyjaciółki przyszedł SMS.
-Muszę jak najszybciej wracać do Polski, szef ma jakąś ważną sprawę - posmutniała
-Czyli nie będziesz na imprezie i koncercie?! - oburzyłam się
-Najbliższy samolot jest o 6 więc raczej nie - nastała taka smutna cisza - to ja pójdę się spakować - szepnęła Wika i zniknęła mi z oczu. W końcu się położyłam i zasnęłam
-Wstawaj, bo spóźnię się na samolot!!!! - obudziła mnie przyjaciółka. Szybko się ubrałam i kupiłam dwa rogale na śniadanie. Obudziłam Jorela by pożyczył mi samochód i zawiozłam ją na lotnisko. Zjadła w czasie odprawy, a ja w drodze powrotnej. W moim domu panowała cisza. Nasypałam karmy i nalałam wody mojemu zwierzęciu i postanowiłam coś zrobić dla moich rodziców. Napisałam do nich list o moich postępach oraz zaniosłam go na pocztę, wysłałam tak, by dotarł jak najszybciej i wróciłam do siebie. Przed moim domem siedzieli J-Dog, Charlie Scen i Johnny 3 Tears.
-Przecież impreza jest pod wieczór - wyjaśniłam im
-My wiemy, ale przyszliśmy tu w innym celu - oświadczył mi Jordon - jeszcze Dylan pojechał po ciężarówkę
-Że co?!
-Musisz spuścić wodę z basenu, a my się resztą zajmiemy - razem z George'm poszłam spuścić tą wodę, a gdy była cała odlana przyjechał Dylan
-To tutaj wlewamy? - zapytał się nas
-Tak, tylko ja nie wiem co?! - skarżyłam się mu
-Spokojnie, zobaczysz - wjechał tą ciężarówką na mój ogródek i podłączył do niej ruję, drugi koniec rury był skierowany w stronę basenu. Za chwilę do mojego basenu zaczęła lecieć żółta ciecz. Co to było? To... piwo?!
-Jak się podoba niespodzianka? - zapytał się mnie Jordon
-Będziemy pływać w piwie?
-Tak - pobiegłam uściskać każdego po kolei, a gdy wszystko było napełnione musieli iść się przygotować i dokupić alkoholu. Sama szybko się ubrałam i czekałam...
Wiem, że krótsze od poprzednich i gorszę, ale dzisiaj jestem zmęczona i głodna, kolejną część dodam jutro
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz