(22 października)
Obecność HU nie tyle denerwowała, co rozpraszała. Przyzwyczaiłam się, że codziennie wracając z pracy widzę Oliwie i Dylana siedzących i gadających z resztą OS na kanapie, Kurlzz'a i Wikę którzy siedzą w kuchni z Adą, Klaudie i George'a i Klaudię ukrywających się w schowku przed Avą...
Jorel też tu jest, chce podejść i zagadać, ale zero litości. Jedyna osoba, z którą czasami gadam jest Charlie. Tak było tez dzisiaj.
-Hej, jak tam w pracy - wyszedł z za rogu, skąd zawsze wychodzi, a ja jak co dzień się przestraszyłam
-A dobrze, dzisiaj były przygotowania do sesji, nabory modelek i takie tam pierdoły - odpowiedziałam uśmiechając się oraz odkładając torbę na bok.
-A nie mogła byś mnie raz tam zaprowadzić? - zapytał ponownie Jordon śmiejąc się pod nosem.
-Ty zboku - walnęłam go w ramie - Ale i tak są to tylko nowicjuszki - poszłam do kuchni nie zważając nawet na to, czy on chce coś powiedzieć... Codzienność. Scene podreptał za mną, a ja nawet się go nie pytając dałam mu energetyka do łapy. Normalnie wzięła bym piwo, ale muszę jeszcze zobaczyć co tam u mnie.
-To właśnie dobrze, bo może więcej lasek mnie zechce - zrobił minę jakiegoś lowelasa i wziął łyk napoju. Ja wypiłam wszystko za jednym razem... Kolejna codzienność. Wywaliłam puszkę do kosza i popatrzyłam na Charls'a, był to wzrok "No dalej, spieszy mi się...". Poczekałam chwilę, aż ten ułom zrozumie o co mi chodzi, oraz kolejną chwilę, zanim wypije napój. Wyszłam na dwór, a Jordon pobłądził za mną.
-Daj kluczyki - rozkazałam mu, ten wyjął je z kieszeni
-Ale co chcesz zrobić? - zapytał, a ja się tylko uśmiechnęłam
-Zobaczysz - dodałam wsiadając do jego wozu
-Jak chcesz gdzieś jechać, to jadę z Tobą! - zapakował się na miejsce pasażera i zapiął pasy... A raczej udawał, że zapina, bo wiedział, że nie lubię jazdy bez pasów. Odpaliłam i ruszyliśmy.
-Gdzie jedziemy? - zaczął się mi wypytywać - Co będziemy tam robić? Albo nie! Co ty tam będziesz robiła?Bo ja się w to nie mieszam! Pomogła byś mi przy projektach? Ostatnio nie mam pom..
-Stop! - przerwałam mu - Jedziemy do mnie, muszę zobaczyć, czy nic się w moim domu nie stało.
-A co z projektami? - zadał OSTATNIE pytanie
-Znajdziesz sobie coś - prychnęłam, a już po chwili byliśmy u mnie. Weszliśmy do środka i ja zaczęłam się rozglądać. Jordon usiadł na kanapie i zaczął przeglądać jakąś gazetę, która znajdowała się na stoliku
-Stary egzemplarz - stwierdził
-No, a jaki ma być? - zaśmiałam się zaglądając do skrzynki na listy
-Gdzie mogę znaleźć jakieś twoje rysunki? - zapytał podnosząc się
-U góry, na biurku - odpowiedziałam przeglądając wyciągając listy. Gdy Charlie poszedł do góry, ja zasiadłam na fotelu i zaczęłam się przyglądać kopertą, Rachunki, same rachunki... Wyciągnęłam telefon po czym włączyłam w nim kalkulator. Zaczęłam obliczać ile mam do zapłacenia. Prąd, woda, gaz, ogrzewanie i inne... Gdy zsumowałam wszystko nie mogłam uwierzyć, jednym słowem (albo nie jednym) totalna, ogromna i dupna klapa. Zszedł do mnie Scene
-Dobra, mam parę twoich szkiców jak pozwolisz mi je wziąć - uśmiechnął się i pomachał kilkoma kartkami. Ja nie odpowiedziałam, tylko gapiłam się w ekran
-Coś Ci jest? - zadał po chwili milczenia
-N-nie stać m-m-mnie - wydusiłam jąkając się. Nie mogłam utrzymywać więcej domu mojej cioci. Za mało zarabiałam, a musiałam jeszcze siebie wyżywiać, oraz swojego psa.
-Jak to nie?! - ożywił się Charls i zajrzał mi przez ramie
-Ja... ja Ci coś dołożę za te projekty... jak chcesz, to możesz regularnie u mnie pracować, a... a ja będę Ci dokładał - wybełkotał zdejmując czapkę z głowy
-Nie, i tak nie da się tak wyżywić człowieka, psa oraz bandy jeży, którą mam zamiar przygarnąć - sapnęłam, a ten spojrzał na mnie, jak na jakąś nie normalną. Byłam bliska płaczu, wzięłam głęboki oddech, a ten smutek zmienił się we złość. Zacisnęłam pięści i wstałam. Odgarnęłam włosy z czoła, po tym schowałam twarz w dłoniach. Na ramieniu poczułam rękę Scene'a. Wyszłam z domu ciągnąc go za sobą. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy z piskiem opon.
-Ej, ale czekaj.. Weź nas nie zabijaj... - mruknął Charlie i zapiął pas. Po chwili gwałtownie zahamowałam ryjąc ślad na trawniku KlatKlata. Wyszłam z samochodu rzucając w Jordon'a kluczykami. Szybkim krokiem wkroczyłam do domu Klaci i ruszyłam w stronę łazienki. Gdy byłam niedaleko niej ktoś szarpnął mnie za rękę. Zabije tego debila! Odwróciłam się i zobaczyłam J'a...
-Czego? - warknęłam wyrywając się
-No... ten tego... ja chciałem..
-Super, dzięki - prychnęłam i weszłam do łazienki. Zatrzasnęłam się w niej i usiadłam w koncie. Siedziałam tak coraz bardziej wkurzona, gdy nagle usłyszałam krzyk:
-Weź tu żyj z taką debilką - prychnął damski głos. Od razu wiedziałam kto to jest.
-A jak tu żyć z taką Wikipedią jak ty? - sapnęłam. Wiki się zaśmiała cicho
-Chodź tu, i nie marudź
-Nie - fuknęłam. Chwilę posiedziałam w ciszy po czym wstałam i uchyliłam drzwi. Wikja siedziała pod ścianą i piła energetyk. Spojrzała się na mnie i uśmiechnęła. W sumie to potrzebowałam takiej spowiedzi. No nic, wyszłam.
-Chodź na spacer - Wiki wstała waląc puszkę w kąt. Wyszłyśmy przed dom i poszłyśmy gdzieś. Znalazłyśmy się na jakimś placu zabaw, gdzie ja usiadłam na huśtawce.
-Co? - zapytałam, gdy Wiki zaczęła się mi przyglądać.
-Słyszałam od Scene'a, że... No wiesz - zaczęła.
-Yhym, no super, fajnie - przekręciłam scenicznie oczyma.
-A co z HU? - dopytywała się
-Weź mi z nimi idź - prychnęłam
-To już koniec - dodałam - Nigdy oni nie będą kimś dla mnie
-Tsa, na pewno.. I tak będzie jak ze stanikami. Nie chciałaś ich nosić, a teraz bez nich nie przeżyjesz... - stwierdziła dziewczyna o brązowo-rudych włosach.
-Ale to ludzie, nie staniki - inaczej to brzmiało w mojej głowie, niż wypowiedziane z moich ust. Zastąpmy na przykład Jorel'a stanikiem. Moim BYŁYM sąsiadem jest stanik, stanik mnie pocałował i się ze mną pokłócił...
-I tak mam rację, a ty wiesz, że mam rację, bo się zamyśliłaś - zaśmiała się Wikja
-Może.. - sapnęłam wstając ze swojego siedziska.
-No weeeeeeeeeeeeeeeeeeź - Wiktoria zaczęła się psychicznie śmiać. Ja popatrzyłam na nią z pod łba, a gdy ta skończyła przytuliłyśmy się
-Przepraszam? - zapytałam
-Przepraszam - odpowiedziała Wika
(26 października) około 20:30
-A to? - zapytała Wiktoria pokazując palcem na ekran laptopa
-Pfju, patrz jaki wysoki czynsz... - bąknęłam łapiąc się za głowę
-Ja też pracuję... - sapnęła
-Ale i tak nam nie starczy - zjechałam myszką trochę na dół i przyglądałam się innym ofertą
-Patrz: 2 sypialnie, 1 łazienka, salon i kuchnia - pokazała kolejną ofertę
-Na czynsz nam wystarczy, ale odpadamy przy innym...
-To co Ci się podoba?
-O! Na przykład to: 1 sypialnia, kuchnio-salon i łazienka, jest małe, ale tanie i przeżyjemy - zaśmiałam się pod nosem
-Ty idź zrób nam kawę, a ja to obczaję - zaproponowała zajmując moje miejsce przed laptopem.
-Nie lubię kawy - burknęłam kierując się w stronę kuchni Klaci. Zagotowałam wodę na kawę i herbatę oraz zalałam ją do kubków. Ostrożnie zaniosłam gorący napój Wiktorii.
-Hej - przywitał się ze mną Matty
-Cześć... yyy... Sorry, że nie masz nic do picia - zaśmiałam się siadając naprzeciw nich. Przyglądałam im się uważnie, gdy coś mi przeszło przez myśl. Zaczęłam się cicho śmiać.
-Co Ci? - zapytała Wikja biorąc łyk napoju
-Nic, nic... - odwróciłam głowę na bok, choć i tak się na nich gapiłam. Moja przyjaciółka mnie kopnęła, a ja wylałam herbatę
-Sprzątacie to - pisnęłam odchodząc jak najdalej od stołu
(30 października)
Pakowałam właśnie swoje sprzęty do szkicowania, malowania i tym podobne, gdy do sypialni wpadł Matt.
-Wika się pyta, czy garnki też spakować? - zapytał opierając się o futrynę
-One są praktycznie nie używane, niech weźmie - odpowiedziałam zaklejając kolejne pudło taśmą. Mój pokój był już prawie cały opróżniony.
-Usia! Chodź nam tu pomóż! - rozległ się krzyk Wiki z kuchni
-Nie będę wam przeszkadzała, zajmę się twoim pokojem - zaśmiałam się i przeszłam do pokoju brązowo-rudej dziewczyny.
Tak kawałek po kawałku pakowaliśmy rzeczy i przedmioty, po czym stanęliśmy przed domem z wieloma pudłami oraz kilkoma walizkami.
-Jest jeden problem.. - zaczął Matty
-Jaki? - zapytałam na raz z Wiką
-To wszystko nie zmieści się do mojego auta... Musimy poprosić o pomoc Jorel'a - zawahał się na chwilę, po czym przeczesał swoją szopkę. Wiktorię to nie ruszało, ale mnie bardzo.
-Ale ja nie chcę! - warknęłam odwracając się do niego plecami. Zachowywałam się jak rozwydrzone dziecko.
-Ja Ci pozwalam, zadzwoń do niego - powiedziała Wiki. Kurlzz wykonał jeden telefon, a po chwili na moim trawniku stał J
-Hej - przywitał się. Reszta mu odpowiedziała prócz mnie. Ludzie zabrali się za pakowanie, ale ja wkładałam tylko pudła do samochodu Matt'a.
-W takim razie ja jadę z Matt'em, a ty Al z Jorel'em - zaproponowała moja przyjaciółka
-Nie! Ja jadę z wami - chciałam wsiąść na tylne siedzenie, ale Wikja zmierzyła mnie zabójczym wzrokiem
-Aaaa... Jak tak to spoko - zaśmiałam się cicho i usiadłam na miejscu pasażera w aucie mojego byłego szefa. Zapięłam pasy i zaczęłam patrzeć w przestrzeń. To, że jechaliśmy jednym samochodem, nie oznaczało, że mamy ze sobą rozmawiać
-To.. Jak się czujesz z tym, że się przeprowadzasz? - zapytał
-...
-Na serio chcesz się przeprowadzić?
-...
-Weź mnie nie ignoruj - w tej chwili zrobił mocny zakręt i zaczął jechać pod prąd
-Debilu, weź się zatrzymaj - warknęłam wbijając pazury w siedzenie
-Nie! - wrzasnął
-Czemu?
-Zatrzymam się, jak coś powiesz
-To cały czas mówię - pisnęłam jedną ręką zakrywając oczy, a drugą trzymając pas
-Nie dam się tak - zawrócił znowu, ale tym razem jechał po przeciwnej stronie. Wymijał inne samochody, choć raz prawie spowodował wypadek. Zatrzymaliśmy się, a ja powoli otworzyłam oczy. Staliśmy przed moim nowym mieszkaniem, a Kurlzz i Wika patrzyli na tą całą dziwną sytuację.
-Co to było? - zapytał się mnie Matty
-Ja już z nim nigdy więcej nie jeżdżę - wyszłam z samochodu zatrzaskując jego drzwi oraz wbiegłam na drugie piętro, gdzie znajdowało się moje i Wikji mieszkanie. Otworzyłam je oraz pobiegłam do sypialni i się w niej zamknęłam... Znaczy najpierw musiałam ją znaleźć... Zasiadłam na swoim łóżku, czyli tym po lewej, bo te po prawej było mojej przyjaciółki. Postanowiłam poczekać, aż ktoś przyniesie mi moje rzeczy.
Usłyszałam kroki i nagle drzwi się otworzyły... Jak myślicie? Kto to był? JOREL! Jeśli zgadłeś dostajesz ode mnie 100 punktów!
-Co się tak mnie uczepiłeś? - warknęłam
-No już od dawna się Ciebie czepiam, a zawsze chodzi mi o jedno - powiedział
-To wal - miałam wszystko w dupie
-Ughm... No przepraszam, za bardzo się wzniosłem i zdenerwowałem - usiadł przy mnie
-No i? - zapytałam
-Boże, ja już nie mogę wytrzymać tej kutni z Tobą! Czuję się taki nieżywy bez co wieczornego piwa z Tobą - wyznał. Na to tylko czekałam, aż się złamie. W sumie mi tego też brakowało, od długiego czasu nic nie piłam z typu alkoholowego, tylko dlatego, że to i tak nie było to samo.
-No.. Wybaczam. I-i też przepraszam - dodałam cała sparaliżowana. Przybiliśmy sobie żółwika po czym ja położyłam się na swoim łóżku. Nie długo leżałam, bo szybko zasnęłam
Ufff. Udało mi się napisać xd Ostatnio mam słabą wenę i mi coś nie wychodzi, ale jak widać - wyrobiłam się!
A! No tak! Pozdrawiam Wiktorię i Adę, dla Wikji zadedykowany jest kawałek, który nazwałam "Al i jej problemy życiowe dotyczące staników, za to Adzie dedykuję całą część!
Życzę miłego dnia wszystkim! xd
Kochany rozdział! :3
OdpowiedzUsuń