niedziela, 20 października 2013

No. 36

Elena i Carl... MUSZĄ TU BYĆ?! Kiedyś Jorel wrabiał mnie, że oni z nami pracują, dupek. Próbowałam się czymś zakryć, ale niestety mi to nie wychodziło.
-Byle by tu nie przyszli - powtarzałam szeptem. Sama nie wiem czemu, ale nie miałam najmniejszej ochoty się z nimi spotykać
-O! Al!! - usłyszałam krzyk Eleny
-Hej -wydusiłam z siebie cichym piskiem.
-Co tam u Jorel'a? - zapytał mnie Carl
-Nie wiem, go się zapytaj - warknęłam biorąc łyk
-Pokłóciliście się? Opowiadaj! - Elena przysunęła krzesło do naszego stolika i usiadła
-Słuchajcie, sorry, ale nie mam czasu, ani ochoty opowiadać - sapnęłam wstając
-Och dobra, już dobra - odeszli w swoją stronę i przez resztę wieczoru mnie nie zaczepiali. Do Klatki postanowiliśmy wrócić około 2. Ja oczywiście musiałam odłączyć się od grupy, by pójść po swoje rzeczy.
Stanęłam przed swoim domem i myślałam o tym, jak się tam dostać. Postanowiłam, że wespnę się po rynnie, przeskoczę na parapet, a z parapetu na mój mały balkon. Drzwi balkonowe jest łatwo otworzyć. Zrobiłam, tak jak postanowiłam.
-Cholera - przeklęłam cicho, gdy okazało się, że nie mam przy sobie portfela. Oparłam się o szklane drzwi, które okazały się być otwarte i wpadłam do środka. Zrobiłam koziołka w tył ale nie narobiłam aż takiego hałasu. Chwyciłam swój plecak i zaczęłam pakować do niego ubrania... bielizna, szampon i żel poszły do osobnej torby wieszanej na ramie. Lustrzankę schowałam między swoje ubrania. Wyszłam na balkon.
-Nie skoczę - powiedziałam sama do siebie, bo mogła bym złamać lustrzankę. Raz kozie śmierć. Wyszłam z pokoju na korytarz jak najciszej. Zeszłam po schodach, które ani razu nie zaskrzypiały. PERFEKCJA! Do końca, to nie zeszłam, bo zauważyłam Jorel'a i zatrzymałam się na ostatnich 5 schodkach. Na szczęście był odwrócony plecami. MUSZĘ ZEJŚĆ, NIE?! Dobra, pierwszy schodek... nic, drugi schodek... nic, trzeci... CHOLERNE SKRZYP, FAAAAAK!!!
-Co? Matty, George? Wstaliście? - zapytał się mnie Jorel. Chyba nie wyglądam jak facet, nie? Co mam odpowiedzieć?
-Hmm? - zapytał po raz drugi J
-No.. yyy... to ja, Matt, idę do sklepu po piwo - powiedziałam takim dziwnym, chrypliwym głosem. Normalnie w ogóle nie było słychać różnicy!
-O 2 w nocy? - Pff. co on sobie myślał? Że nie mogę?
-Tak, idę - sapnęłam schodząc już na sam dół i idąc w stronę drzwi.
-C-co ty tu robisz? - sapnął, widoczni się też odwrócił.
-A przyszłam sobie do swojego domu - powiedziałam piskliwym głosikiem. Sama taż się odwróciłam i zaczęłam iść tyłem
-Musiałaś? - zapytał wyraźnie wkurzony.
-Tak - odparłam. Po nawet nie sekundzie potknęłam się o własną nogę i przewróciłam.
-Stary, co jest? - z góry zbiegł George. No to teraz już muszę uciekać.
-Ej, Jorel, co tak stoisz, za nią! Pewnie jest w tym całym "Oddziale Specjalnym" - warknął George, na potwierdzenie moich myśli. Rzuciłam się biegiem. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, ale to i tak nic nie dało, bo J w magiczny sposób wyskoczył przez okno rozbijając szybę.
-Płacisz za to - dodałam tylko. Biegłam przed siebie, ale torby utrudniały mi tylko ucieczkę. Jedna zaplątała mi się dookoła nóg, tak, że upadłam. Nagle poczułam na sobie ciężar.
-Grubasie! Złaź ze mnie! - zaczęłam wrzeszczeć na całe gardło do przygniatającego mnie Jorel'a.
-Nie ma takiej potrzeby - wyszczerzył się i chwycił moje ręce. Cały czas leżałam na chodniku
-AAAAAA! RATUNKU!!!! GWAŁCĄ MNIE!!!! - zaczęłam drzeć japę, że na pewno cała okolica się obudziła... czyli nikt. Po chwili z mojego mieszkania wybiegła cała reszta "Nieumarłych". Zebrali się do okoła nas, a ja nogą walnęłam J'a w ryj.
-HAHAHAHA! I CO, JAK KREW LECI, TO SIĘ WYCOFUJESZ, NIE?! - zaczęłam się z niego śmiać jak się odwrócił i chciał iść do domu. W pewnej chwili George mnie chwycił za ręce i skrzyżował z tyłu, za to Jorel pociągnął garść moich włosów i próbował je wyrwać.
-Phi, co wy sobie myślicie - jak na razie, to tylko ja się odzywałam. Fakt, bolało mnie, ale nie aż tak, by się poddać.
-Kurwa, co tu się dzieje? - z domu, przed którym toczyła się cała akcja wyszedł Deuce
-Nie mieszaj się w to Aron - fuknął J puszczając mnie.
-A jednak mogę się mieszać, bo akcja dzieje się przed MOIM domem - uśmiechnął się cwaniacko. J3T szarpnął mną i mnie puścił, a ja zaczęłam się śmiać jak psychopatka.
-Erilchman wam grozi, a wy uciekacie? - zapytałam tylko i znów powróciłam do śmiechu. Popatrzyli tylko na mnie i chcieli się cofnąć, ale zrezygnowali. PRZEKOMICZNE!!
-Zrobili Ci coś? - zapytał się mnie Aron
-Nie - nagle przerwałam śmiech i popatrzyłam na niego
-Czemu mi pomogłeś? - wypaliłam
-Bo wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem - przybiliśmy sobie żółwiki
-Zapraszam na kawę
-Wolę herbatę - zaśmiałam się i weszłam za nim do jego domu

***
-Co?! Oni się na Ciebie obrazili, bo jesteś po stronie Klatki?! - wybuchł Aron, po tym, jak opowiedziałam mu swoją historię.
-Tak - sapnęłam biorąc łyk herbaty.
-A ja myślałem, że aż takimi debilami nie są - Deuce widocznie mnie polubił
-Ten... a... może... - chciałam zadać mu pytanie, które dręczyło mnie od samego początku.
-Masz może jakieś lepsze znajomości? - zapytałam, choć to nie było do końca to.
-Mam - uśmiechnął się.
-A... może ktoś nie potrzebuje jakiegoś fotografa? - pisnęłam lekko odwracając głowę
-Hmm... Spokojnie, jeśli nie masz pracy, to Ci coś załatwię - cóż za miły człowiek...
Pogadaliśmy jeszcze sporą chwilę, ale zadzwonili do niego koledzy. Dobra, poszłam do jakiegoś baru wypić piwo

(13 października)

Była 2 w nocy, a ja spałam u Klatki. Może raczej nie spałam, tylko siedziałam na kanapie i oglądałam TV. Nie miałam ochoty na sen. Rozległa się piosenka Dead Bite, która była moim dzwonkiem, ale nie miałam ochoty, ani czasu, by ją zmieniać.
-Hallo? - odebrałam
-Hej młoda, z tej strony Aron, znalazłem dla Ciebie pracę - zaśmiał mi się do słuchawki Deuce
-Co? Teraz? - zapytałam wstając z kanapy i zakładając swoje trampki.
-Tak, musimy zdążyć na wschód słońca - co? Niby czemu?
-To za chwilę u Ciebie będę - wybiegłam z domu. Przed mieszkaniem Klatki stał właśnie Deuce ze swoim harleyem.
-Nie musisz, już jestem - zaśmiał się ponownie do słuchawki i rozłączył. Podeszłam do niego, założyłam kask i wsiadłam. Ruszyliśmy gdzieś... nie wiem gdzie... pod wieżowiec
-O mój jeżu (chodzi o jeża, nie Jezusa xd) - sapnęłam spoglądając na chyba najwyższy budynek w okolicy.
-To teraz na samą górę
-CO? - mieliśmy wejść tak wysoko.
-No... tak - powlekłam się za nim do środka. O dziwo nie nie poszliśmy w stronę wind, tylko schodów pożarowych.
-Żartujesz sobie - fuknęłam, gdy ten zaczął się wspinać
-A jak myślisz, czemu tak wcześnie tu przyjechaliśmy? - Pff. no dobra, jak chce... Ale niech nie myśli, że będę jadła mu z ręki, zatruję mu życie swoim marudzeniem.
Cała wędrówka zajęła nam ponad 2 godziny, a na szczycie musieliśmy jeszcze czekać na modelki oraz faceta, który miał stwierdzić, czy się nadaję. Przed ich przyjściem Aron wyciągnął cukierki i mnie nimi poczęstował. Znajdowały się w jego kieszeni w małym, okrągłym pudełeczku. Chętnie zjadłam jednego.
Gdy wszyscy byliśmy już na "kastingu" mogłam się popisać. Zrobiłam kilka całkiem uroczych zdjęć.
-Dobrze, dziękujemy, zadzwonimy do pani - powiedział kolo, który przyszedł razem z foto-modelkami. Miałam zrozumieć, że raczej nie dostanę tej pracy? A z resztą... Miałam na to wyjebane

Oto i jest kolejna część CBSA... taak, wiem, że nudna i w ogóle, ale nie mam na razie pomysłów, ani weny i co najważniejsze CZASU. 
Pozdrawiam zmęczona i znudzona. ;___;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz