(7 października)
Na lotnisko przyjechałam autobusem. Największy luksus, całe dwa siedzenia dla siebie!
-No, to teraz prosto, na przeprawę i do samolotu - szepnęłam sama do siebie. Zrobiłam wszystko co mówiłam i rozsiadłam się na siedzeniu w samolocie. Dosiadły się do mnie jakieś dwie dziewczyny. Samolot wystartował. Czas się zdrzemnąć, no bo jak. Nagle usłyszałam głośne szepty i chichoty. No rzesz zamorduję te dwie suki, które siedziały obok mnie, gadały sobie jeszcze z innymi debilkami.
-Żeby one zginęły - fuknęłam pod nosem i chwyciłam się za głowę.
Cały lot nie spałam, nawet po przesiadce w Londynie. W głowie mi szumiało.
*** [* (wyjaśnienie na dole rozdziały, ale chyba nikt nie jest takim deklem jak ja, by nie załapać ;___;)]
"-Ladies and gentlemen, pbzz, szzzhhh, aszzz, and danger, but adrrry, mzzzzsy, kszzyy - powiedział jakiś głos w radiu, ale za wiele z niego nie zrozumiałam.
Ludzi ogarnął lekki szok, samolot zaczął lecieć w dół, ja nie wiedziałam o co chodzi. Za chwilę samolot stanął w ogniu, coś nami łupnęło w ziemię. Na chwilę straciłam przytomność... znaczy chyba.
Wstałam z ziemi, byłam cała od krwi. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie była krew. Wszyscy nie żyli. Cały samolot, wraz z obsługą. Tylko ja. Poszłam w stronę drzwi awaryjnych. Wszystko było zawalone trupami, ludzie prawdo podobnie się udusili dymem. Odsunęłam wszystkich od wyjścia i próbowałam otworzyć drzwi
-Nie no! - wrzasnęłam, gdy drzwi tylko zabrzęczały nie otwierając się. Zadałam im kilka kopniaków, aż rozbolały mnie stopy. Przeszłam do kolejnych dwóch wyjść, ale tam było podobnie. Dopiero ostatnie drzwi się lekko uchyliły.
-Tam ktoś jest! - wrzasnął ktoś z zewnątrz. Ostatecznie wykopałam drzwi i przeszłam na skrzydło... raczej na jego szczątki. Ktoś mnie okrążył i znalazłam się w karetce
-Ej no, nic mi nie jest, lepiej weźcie mój bagaż - warknęłam do lekarza
-Które miała pani miejsce? - zapytał
-58 - sapnęłam
-Dobrze - uśmiechnął się i zawołał kogoś. Zrobili mi badania i stwierdzili, że nic mi nie jest.
-Mogę już dostać swoją torbę? - zapytałam rozzłoszczona na maksa
-Tak, proszę - podali mi moje rzeczy, które jakoś ocalały i zawieźli mnie przed lotnisko... trochę to było dziwne, nawet jak dla mnie.
-Al, ty wiesz, że jesteś w TV? - zapytał mnie na powitanie Jorel.
-Dobra, nie chcę o tym mówić, wracajmy do domu - sapnęłam siadając na miejscu pasażerki. Czekajcie... co? Co się właściwie przed chwilą stało? Ja nic nie rozumiem? Że ja o to poprosiłam? Booooooże... już sobie żartować nie wolno... Tak w ogóle, to dziwna sytuacja, z tym lekarzem i... ze wszystkim. W sumie, to całkiem dobrze, zabiłam około dwusetkę ludzi... HUH, GENIUSZ!!!"
-Tej, Al, nie śpij - szturchnął mnie w ramie J
-Co? - zapytałam i uświadomiłam sobie, że mam chorą wyobraźnię. Wszystko to, działo się w mojej głowie. Mózgu, przysięgam, że jesteś.. deklem nad deklami!!
-To, że prawie zasnęłaś, ale miałaś otwarte oczy - jeżu, nie no, zmęczona jestem
-Aaaa, nie, bo myślałam... o czymś - pokryłam się czerwieniom, sama nie wiem dlaczego.
-Ty jesteś niemożliwa - zaśmiał się i kontynuował jazdę. Po jakimś czasie znaleźliśmy się przed moim domem. Do głowy przybył mi pomysł. A czemu nie? Wysłużę się swoim idolem!
-Weźmiesz mi torbę? - zapytałam
-Oczywiście - uśmiechnął się i wziął ją, oraz otworzył drzwi do mojego mieszkania. Wbiegł do środka i zamkną je przede mną.
-Ależ mi uprzejme - fuknęłam i sama postanowiłam je otworzyć
-USIA!!! - przywitał mnie chór głosów
-Yyy... no cześć - uśmiechnęłam się gdy wszyscy do mnie podbiegli. Zaczęli coś pieprzyć i dali mi białego szczeniaka.
-To za mój wypadek - oznajmił Jorel
-Nie! To za wypadek mojego psa i psa... Klaci... - urwał Dylan.
-Oł - Bąknęłam tylko. W sumie, to ja, czyli wielka fanka zwierząt i osoba, które je broni ma znowu pupila.... Chyba zacznę przygarniać bezdomne jeże... Coś mi się chyba ostatnio pomieszało. Ale dobra, czemu nie!
-Będę przygarniać bezdomne jeże - oznajmiłam wszystkim. Chwilę postałam i się pogapiłam... CZEKAĆ!! Jest tu Daniel i George, ta ruda, Jordon, Klaudia, Oliwia, Dylan, Jorel, Wiki i Matty...
-Gdzie Klacia? - wypaliłam w końcu
-No.. ten...y.. jest u siebie... chyba - sapnął Daniel
-Boże, jesteś serio nie kumata! Odeszła od Undead Army, bo się z nami pokłóciła - te słowa przechodziły mi wolno do mózgu. Klacia odeszła? Klacia odeszła?!
-KLACIA ODESZŁA?! - wrzasnęłam na cały ryj
-Tak, ma teraz swój "Oddział Specjalny" i nie znosi nas - powoli układałam sobie to w głowie
-Jak to się w ogóle stało? - usiadłam powoli na kanapie i zaczęłam głaskać psa... Co do niego, to nazwę go Joe. Tak! Fajne imię!! Powróćmy do tematu:
-Po prostu, pokłóciła się z nami - odpowiedziała Oliwia
-"Nami" czyli kim? - dopytywałam się o więcej
-Ze mną i Oliwią - fuknął Daniel - Ale reszta się do mnie przyłącza! - powoli trawiłam słowa.
-Czyli o zwykłą kłótnię chodzi? Boże, macie się z nią pogodzić!! - krzyknęłam
-Nie! - odmówił Jorel
-Tak! - byłam już zła. Wstałam i podeszłam do drzwi, ale nie chciałam wyjść
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!!
-NIE!!! - wrzasnął i podszedł do mnie oraz się zamachnął
-Tylko spróbuj mnie uderzyć! - warknęłam do niego.
-TY mi grozisz? - zaśmiał się cicho
-A TY mnie nie słuchasz?! - wrzasnęłam
-Jak nie chcesz się z nami przyjaźnić, to spierdalaj do KlatKlata - dodał jeszcze bardziej wkurzony
-A wiedz, że pójdę... Albo nie! Wy spadajcie, bo to MÓJ dom!!
-Ekhem, przepraszam, ale ja też tu mieszkam, a to są moi goście więc raczej zostaną - wtrąciła się Wiki
-Dobra! - odwróciłam się napięcie - Ale pamiętaj, bierz szybko któregoś, bo za chwilę kolejna panienka przyjdzie i rozpierdoli system - zwróciłam się do Wiktorii i wybiegłam zatrzaskując za sobą drzwi. Było trochę zimno, więc schowałam psa pod bluzę... Czyżby warto spróbować włożyć go do stanika? Okey. Mój pomysł był genialny. Piesek znalazł miejsce, a ja nie musiałam go nosić. YEY! Nie wiedząc gdzie pójść wybrałam się do sklepu monopolowego. Kupiłam tam pełną siatę piw i... chyba to wszystko. Wyszłam znowu na chłód i przystanęłam pomyśleć, gdzie by się tu podziać
-To do Klatki - stwierdziłam zupełnie zmieniając kierunek, w którym dotychczas szłam. Pod nosem nuciłam jakąś piosenkę, którą kiedyś słyszałam w radiu i mi się spodobała. Nie miało to większego sensu ze sprawom jak to, że tekst opowiadał o kłótni. Podeszłam do drzwi i zaczęłam pukać
-Klacia! Jesteś? - zapytałam
-Jestem! Kto ty? - odpowiedziała nie otwierając mi drzwi. A no przecież mnie miesiąc nie było!
-A, no kto? Ally - pisnęłam wciąż waląc pięścią
-Aaa... Ta od Nieumarłych! Czego chcesz? - drzwi były ciągle zamknięte, pewnie myślała, że jestem za Nieumarłymi.
-Yym... No ja ten... Nie od Nieumarłych, ja piwo przyniosłam - dobry argument nie jest zły, może coś zdziałam. Z naszych stron panowała cisza... może nie do końca, bo ktoś w środku mówił coś typu "Wpuść ją, przyniosła piwo!", ale i tak nie wpuszczono mnie. W pewnej chwili otworzono drzwi, a ja ujrzałam Klacie i 6 nie znanych mi osób. Albo nie, nie znałam 5 osób, bo z Olą już raz rozmawiałam.
-Yyyy - bąknęłam wpatrując się w resztę
-Hm? Coś nie tak? Przyszłaś na przeszpiegi? Czy też w celu pokojowym? - zapytał jakiś chłopak, a ja na samym początku nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu zebrałam się w kupę.
-Nie wiem o co chodzi z tym "pokojem", ale chyba tak... poza tym nie mam ochoty się z wami kłócić, jak nie chcecie ze mną gadać, to się wynoszę - prychnęłam i odwróciłam się do nich plecami.
-Debilu, pyta się dyskretniej. - kopnęła go w łydkę i zwróciła się do mnie - Coś ty, po prostu myśleliśmy, że jesteś jedną z tamtych i nic więcej. A w sumie, nawet jeżeli i jesteś, to kij - to Klatka powiedziała chyba z trudem.
-No to tak nie myślcie! Pff - zaśmiałam się i weszłam do środka. Rozdałam każdemu po puszce i usiadłam na przeciw nich - Więc mnie wprowadźcie - rozkazałam otwierając puszkę, która cicho syknęła. Klatka zatrzasnęła drzwi.
-A co chciała byś wiedzieć konkretnie? Wiesz już o wojnie i Oddziale Specjalnym? - zapytała mnie, po czym otworzyła piwo i wzięła łyk.
-Wiem. Ja chcę się bardziej wtoczyć w to - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szatańsko. Popatrzyłam na resztę.
-Czyli chcesz należeć do Oddziału Specjalnego, tak? Nie ma problemu, a kim tak konkretnie chciała byś być? Umiesz tańczyć? - tym razem odezwała się brunetka. Zamyśliłam się chwilkę.
-Co do tańca, to nie wiem, jak mnie nauczycie czegoś, to zatańczę, ale umiem robić zdjęcia i... nagrywać, trochę szkicować... - bąknęłam w przerwach robiąc łyki alkoholu. Przez chwilę wszyscy milczeli i patrzyli po sobie.
-No to możesz być naszym fotografem? Kamerzystką? Techniczną? Dajemy Ci pole do popisu - stwierdził KlatKlat
-Okey... to dacie mi czas do jutra? Zabiorę tylko swój aparat. Tak na marginesie, to ktoś by mógł mnie przenocować? - zapytałam robiąc gigantyczny łyk.
-Jasne - zaśmiała się Pani domu - Jak to? Przecież masz swój dom - Klacia otworzyła szeroko oczy i popatrzyła na mnie
-Ja tam nie chcę być, oni tam CIĄGLE są.. i jest jeszcze ONA - zaczęłam się tłumaczyć ze swojej niechęci
-Poczekaj, w twoim mieszkaniu? I która ona? - zapytała ze zdziwieniem Klaudia
-Wiktoria, bo "ona tam mieszka, a to są jej goście" - zaczęłam przedrzeźniać Wikę mówiąc piskliwym głosikiem
-Zabiję - fuknęła. Widocznie ją to zdenerwowało, że zareagowała... tak.
-No to zostań u mnie, tylko wiesz, że z sąsiadem też nie będzie tak łatwo... Przyprowadza tu ich często.
-Phi! Twój sąsiad przynajmniej nie mieszka u Ciebie... - pociągnęłam nosem
-No, bo to sąsiad... Ale spoko!! Pomieszkajmy sobie tutaj wszyscy razem - cała reszta grupy zaczęła się dziwnie uśmiechać.
-Ymm.. okey, ale przyjmiesz jeszcze go? - wyciągnęłam tego małego szczeniaka ze swojego stanika, ale zakryłam to tak, że wyglądało jakbym wyciągała go zza bluzy.
-Aw! To ten mój? Jasne! Z bratem się pobawi! - Klatka od razu się uśmiechnęła
-Yyy... ma na imię Joe i... jest biały - uśmiechnęłam się pod nosem, oraz wszystko popiłam napojem.
-Mój jest czarny, jeżu. Ceber - rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam małego psiaka, który spał sobie w koszyku na stercie kocyków.
-To dzięki, boo.. bidulek zaniedbany - huh, brak argumentów, ale dobrze.
-Huhm, ciekawe dlaczego... Co powiesz na mały wypad na miasto? - to mnie nawet zaciekawiło
-W jakim sensie? - zapytałam z myślą o ostatnim naszym wypadzie, ale na mojej mordce widniał uśmiech
-No wiesz, po wkurzamy trosze wszyscy ludzi, wpadniemy do jakiegoś klubu i znowu zaczniemy wkurzać - to mi się nawet podoba. Może znajdę jakiegoś bezdomnego jeża i go przygarnę... Może będzie cały czarny... Może nazwę go Wenus... Wrócę do normalnego życia.
-Huh, dobra, ale jeszcze później wpadnę do siebie po rzeczy - klepnęłam ją w ramie
-Okey, to chodźmy - wszyscy wstaliśmy - Aha i pamiętaj... Scarlett i Ava udają naszych wrogów, naprawdę są to nasze powierniczki i sprzedają nam wszystkie tajne wiadomości Nieumarłych. Więc wiesz, jakbyś je spotkała i miały jakieś info, to mów. Tylko dyskretnie, o udajemy z nimi dwiema skłócone - objaśniła mi Klatka
-Ahm, to spoko, boo... nie wiem - mój brak argumentów zaraz podbije świat!! Jestem niemożliwa!
-Dobra, to chodźmy - Klacia wypuściła nas z domu i zaczekała, aż wszyscy wyjdą i sama go zamknęła.
Ruszyliśmy w stronę centrum mijając wielu ludzi. Co po chwilę z naszej strony padały jakieś głupie komentarze typu "Pani to z Azji?", ale był tez jeden żart. Tak w ogóle, to dowiedziałam się, że ten, który na samym początku do mnie się odezwał, miał na imię Filip, brunetka miała na imię Ada, koleżanką Oli i Klaci z polski była właśnie Marzena, byli też Monika i Lukas... CAŁY ODDZIAŁ SPECJALNY!! Wracając do naszego żartu, to ja oraz Ola i Marzena udawałyśmy jakieś gówniary, które miały po 14 lat. Wyszłyśmy do jakiejś pary i zaczęłyśmy pieprzyć
-Tato, wróć do mamy, ona za tobą tęskni, nie musiałeś nas zostawiać - powiedziała ze smutkiem w głosie Ola
-Tato, proszę!! - pisnęła Marzena, przytulając się do ramienia mężczyzny
-Ale ja was nie znam - wyrywał się koleś
-I teraz będziesz tak udawał?! - krzyknęłam do niego - A ty kto? Nowa? - zapytałam się dziewczyny, która stała obok niego
-Nie, jego żona! - odparła rozzłoszczona kobieta
-Że co?! Ile ty to przed nami ukrywałeś? - Marzena wreszcie się od niego odkleiła
-My jesteśmy małżeństwem 20 lat! - tłumaczył się
-Zdradzał cię - Ola poklepała gościare po ramieniu i wszystkie razem się odwróciłyśmy i zniknęłyśmy za zakrętem. Sama nie wiem co to miało być...
Wszyscy postanowiliśmy, że się napijemy i z chęcią pójścia gdzieś weszliśmy do jakiegoś klubu. Cała nasza grupa usiadła przy stoliku, ale i tak niektórzy musieli dostawiać krzesła. Każdy wziął sobie po piwie, które i tak szybko ubyło. Ja postanowiłam zamówić sobie drugie, ale byli też tacy, co chcieli coś mocniejszego. Wzięłam łyk ze szklanki i zmrużyłam oko ustawiając się tak, że widziałam wszystko, co działo się po drugiej stronie szklanki, ale na żółto. Nagle ujrzałam znane mordy
-Jeżu... - sapnęłam
Na sam początek tego czegoś czerwonego wielkie "PRZEPRASZAM!!!". Przepraszam za to, że nie wyrobiłam się tydzień temu, ale byłam chora. Ogółem ja jestem chora na łeb, nie? Jeśli ktoś się nie zgadza niech walnie mnie w pysk... NO WŁAŚNIE!!! ;____; Pisanie tego rozdziału trochę mnie nużyło, ale nie aż tak, żeby przestać :|
No to dzisiaj na tyle, pozdrawiam :3
W opowiadaniu był błąd, już poprawiłam ;_;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz