piątek, 1 listopada 2013

Happy Undead Halloween

Mój komętrz jest pisany na początku, gdyż to nie jest zwykły rozdział, lecz... opowiadanie wyrwane z zeszyciku xd Oczywiście opowiada to o Al i Wiki, ale jeszcze za czasów, gdy mieszkały w Polsce (tzn. 2008 rok, z powodu takiego, iż mają 16 lat)
Zachęcam do przeczytania, choć kolejne rozdziały nie będą na tym oparte, lecz jeśli chcecie przeczytać coś normalnego, to Klacia dodała coś z mojego punktu widzenia (Nowe życie 58. - Undead Halloween) :>

-No dalej, dalej - pośpieszałam Wikę, która cały czas nakładała na siebie świecącą w ciemności farbę. Już godzinę na nią czekałam, bo "strój ducha się sam nie zrobi, trzeba ubrać potargane łachy i potargać włosy..".
-Już kończę - zaśmiała się chowając moje pędzelki. Sama nie wiem czemu ją poganiałam, skoro i tak powinnyśmy czekać jeszcze na Dominika. Odgarnęłam swoją pelerynę oraz popatrzyłam w lustro czy moja twarz wygląda jednolicie biało. Chwyciłam do ręki swoją kosę, po czym naciągnęłam kaptur na głowę.
-Umrzesz w męczarniach młoda istoto - prychnęłam wymachując Wiktorii przed twarzą swoją kosą.
-Ja już nie żyję - zaśmiała się siadając na moim krześle obrotowym, oraz zaczęła się kręcić. Po kilku sekundach zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć, a w nich stał mój przyjaciel, Dominik.
-Wchodź - pociągnęłam go za rękę, zanim zdążył się odezwać. Zaciągnęłam go do swojego pokoju, gdzie usiadł na podłodze obok Wiktorii
-A więc wilkołaku i duchu - zaczęłam przyglądając im się uważnie - Mieliśmy iść dzisiaj nad jezioro na festyn ale.. - przerwałam dramatycznie - Idziemy na imprezę u Julii - zaśmiałam się wymachując kosą dookoła.
-Yyy.. I ty myślisz, że oni nas z jej domu nie wywalą? - skrzywił się Dominik
-Spoko, Donio, będziemy Cię bronić - prychnęła Wikja
-No.. Okey - sapnął Dominik i już zabieraliśmy się do wyjścia.
Droga szła nam szybko, straszenie dzieci i wychodzenie zza krzaków było całkiem śmieszne, ale najbardziej bawiło mnie to, jak ludzie reagowali na Wikę. Wreszcie, gdy byliśmy przed jej domem, oraz zadzwoniliśmy do środka rozległ się głos chłopaka z naszej szkoły
-Nie rozdajemy cukierków! - warknął
-Super, super - mruknęłam wchodząc i uderzając go z drzwi oraz nie robiąc sobie z tego nic wielkiego. Moi przyjaciele weszli za mną. Rozejrzeliśmy się dookoła i zrozumieliśmy, że jest tu nie normalnie. Wszyscy byli ubrani w zupełnie nie straszne kostiumy, a sama gospodarka miała na sobie jakąś zwykłą sukienkę. Wkroczyłam w tłum, zasłaniając twarz kapturem. Wszyscy odsuwali mi się z drogi... Serio? Podeszłam do Julii, po czym powiedziałam do niej:
-Słabo tu macie..

-Na pewno? - roześmiała się do łez wręczając mi puszkę piwa. Okey... Cofnęłam się do mych towarzyszy.
-Jak to wypiję, to wychodzimy - sapnęłam ściągając kaptur i biorąc kilka łyków
-Co ty robisz?! Jeszcze nie jesteś pełnoletnia! - Wiki próbowała mi wyrwać napój, ale ja się nie dałam.
-Daj na luz, za kilka miesięcy mam urodziny - prychnęłam oraz zerknęłam na Donia, który siedział cicho.
-Kilka miesięcy? Całe dziesięć! - warknęła Wiki
-No dobra - pisnęłam biorąc jeszcze około 2 łyki i rzucając puszkę w tłum. Wyszliśmy na ulicę
-A co wy na to, by pozabierać cukierki dzieciom? - odezwał się wreszcie Dominik
-Ty to masz łeb - stuknęłam go w ramie.
Przeszliśmy do jednej, z najbardziej ruchliwych ulic w naszym małym miasteczku i schowaliśmy się w jednej z uliczek. Co chwilę nabieraliśmy jakieś dzieci, na to, że jeśli nie oddadzą nam cukierków, to zginą. Około północy poszliśmy na rynek najeść się cukierków, batoników i innych pierdół.
-Chciała bym tak kiedyś zrobić z Funny'm - sapnęła Wiki
-O! To ja bym mogła zrobić to samo z Deuce'm i 3 Tears'em - zaśmiałam się ładując do buzi lizaka.
-Wy się tam nie znacie, lepsza jest Vanessa, ta dziewczyna J-Doja, czy jak mu tam - razem w Wikją spojrzałyśmy się pytająco na Donia. Co on sobie myślał?
-Czy ty jesteś pojebany? - zapytałam, a ten tylko się wyszczerzył. Nie gadałam z nim, do około drugiej, gdy wziął ostatnią krówkę.
-Zostaw - pisnęłam wydzierając mu przedmiot
-Sama, to zostaw - Phi! Nie zostawię!
-Nie ruszać się! - usłyszeliśmy krzyki za plecami. Odwróciłam się napięcie i zobaczyłam dwóch policjantów. Jednego z nich znałam, gdyż już kilka razy mnie spisywał, ale nawet nie szedł z tym do rodziców... Zabraliśmy się do ucieczki zostawiając słodycze. Chyba nikt nie znał uliczek tak, jak my. Na sam początek przeszliśmy przez szparę w płocie, po tym przebiegliśmy przez magazyn z jakimiś nie znanymi nam pudłami, następnie ruszyliśmy w stronę parku. Zgubiliśmy ich wbiegając między drzewa, taki fart. Ostrożnie przeszliśmy do mnie, gdzie już zostaliśmy.
-Ja w przyszłym roku z wami nigdzie nie idę - warknął Donio
-Jeszcze zobaczysz - powiedziałam na raz z Wikją

Tak, wiem, że krótkie D:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz