Czemu okropne? Britt i Harper ciągle coś plotkowały i obgadywały Klaudię, a ja grałam z Dylan'em i Jorel'em w pokera. Jordon całymi dniami przesiadywał z Randi, a Matty musiał być posłuszny Harper.
-Klacik wyzdrowiał!! Wbijamy na jego chatę, ale musimy iść po prezenty!!! - pary postanowiły kupić prezenty razem, a ja... cóż, byłam beznadziejna w wybieraniu. Pech. Weszłam do sklepy muzycznego... sama nie wiem po co.
-Jeszcze kupisz to samo co ja!!! - krzyknął ktoś za mną. Odwróciłam się, a tam stał Jorel
-Może kupimy wspólny prezent? - zapytałam go, bo wiedziałam, że sam niczego nie wymyśli. Przystał na moją propozycję i zaczął oglądać instrumenty. Zainteresowały mnie pałeczki.... nie wiem czemu. Idąc przez alejkę z gitarami dostałam SMS'a od Charlsa o treści "Jeszcze jest potrzebny wspólny prezent od grupy Nieumarłych". Chwyciłam gitarę elektryczną i pokazałam ją J'owi jako wspólny prezent
-Ty to masz łeb!! - poklepał mnie po głowie, a ja spojrzałam na niego z pod łba. Ten tylko się zaśmiał i napisał do reszty, że mamy już wspólny prezent, oraz wysłał im zdjęcie gitary. Chłopacy pisali tylko, że im się podoba. Poszliśmy za nią zapłacić i zrozumieliśmy, że jeszcze my musimy jej coś kupić...
-Chodź do księgarni - zaproponowałam
-Chcesz jej kupić książkę? - dziwny prezent, ale nie chodzi mi o takie coś. Machnęłam tylko rękom i weszłam do środka. Oglądałam książki... wiele, aż zaczęły mnie boleć oczy. Wyciągnęłam jakąś, której oładka mi się podobała i zajrzałam do środka... to nie była książka.
-To.. gdzie ona pracuje? - zapytałam się J-Dog'a
-U Danny'ego, projektuje ubrania - na mojej mordce pojawił się szatański uśmieszek i już wiedziałam co jej kupić. Wzięłam ten zeszyt, bo to właśnie to było... no w prawdzie zwykły zeszyt to też nie był. Tak ąkretnie były w nim różne wzory, fasony i tym podobne. Poprosiłam jeszcze o gruby brulion i zestaw ołówków.
-No, no, świetny pomysł - pochwalił mnie Jorel - ale musi być jakiś haczyk - zaśmiał się
-Jeśli chcesz, to powiemy, że może go dopiero otworzyć za 10 dni...
-Dobre!! - kupiliśmy to, co ja wybrałam i poszliśmy do jego domu by zapakować to w papier. Biegliśmy przez ulicę.
-Tu jest bomba!! Z drogi!!!!! - wrzeszczeliśmy do ludzi. Jeszcze ta gitara... Do domu Klatki dotarliśmy tuż przed nią, więc musieliśmy szybko ją schować. Przywitaliśmy ją wielkim słojem robali... nie wiem skąt chłopacy je wytrzasnęli. Klaudia się tylko przestraszyła, a mnie to trochę rozbawiło. Nieumarli, Britt, Harper i Randi przywitali ją.
-Klacik, prezenty! - krzyknął Daniel pomijając mnie
-Klacik! - przypomniałam całemu towarzystwu o sobie
-Usia!! - Klaudia podbiegła do mnie i mnie przytuliła... nie spodziewałam się tego.
-Jeszcze raz, A..
-Dobra, dobra, Al. Spokojnie - przerwała mi Klatka i rozłożyła się na kanapie. Co chwilę toś przypominał o prezentach. Próbowała zasnąć, a w tym czasie Jorel puścił muzykę. Podeszłam do niego i go upomniałam
-Może byś trochę przyciszył? - zapytałam go grzecznie. On tylko machnął rękom i dodał głośności. Gdy tylko odszedł od radia wyłączyłam je. I znowu te przypomnienie o prezentach. Na sam początek prezent od Da Kurlzz'a i Harper... przypinki. To się dziewczyna nacieszyła.
-Co to do cholery jasnej miało być?! - zwróciła się do mnie po polsku
-He? - spytał Jordon, a ja postanowiłam uratować jej tyłek
-Mówi, że ładne - powiedziałam, wtedy wszyscy puścili takie "aha". Później prezent od Jordon'a i Randi. Zaczęłam się śmiać z niego... jakieś kosmetyki i... podpaski. Haha, leję!!!!! Popatrzyłam na Klaudię, a ona na mnie. Kolejny Dylan i Britt... tu wiedziałam, że Britt musiała wybierać, bo Funny przyjechał otworzyć dom. Otworzyła i.... totalnie zatkanie. KTO NORMALNY LUBI RÓŻOWY?! Funny Man wydarł się na Britt i wyszli przed dom się kłócić. Dylan przyszedł bez swojej dziewczyny, uff. George dał prezent od niego i Avy. Była to klatka z małym, czarnym króliczkiem o czerwonych oczach. Muszę przyznać, że słodki, ale... mały.
-Teraz prezent ode mnie i od Al.. - zaczął Jorel, a ja podeszłam do niego
-Ale... możesz je otworzyć dopiero za 10 dni - postawiliśmy warunek, który i tak niczego nie zmieniał. Prezentem od Daniela była koszulka z nim i z Klaudią. No, no, cacko. Jeszcze czekaliśmy chwilę, aż chłopacy oznajmili, że czas na wspólny prezent... bez Daniela? Dobra... ale oni nie wyciągnęli tej gitary. Było to małe pudełeczko z... gumkami? Jakaś karteczka też była, ale... GUMKI?! Wreszcie poszliśmy po prawdziwy prezent
-Gotowa? - zapytałam ją, ona mi odpowiedziała, że jest. Tak ją chwilę pomęczyliśmy, aż wnieśliśmy te cudo, a ona była w niebo wzięta. Miała tylko jedno ale, Matty zaczął coś bełkotać o bębnach, ale ona wyjaśniła, że nie umie grać. Jorel stwierdził, że nauczą ją grać.... szczęściara. Poszła spać, a my pojechaliśmy po jej psa. Na sam początek, gdy on lizał jej twarz myślała, że to Daniel. My oczywiście zaczęliśmy się śmiać. Do drzwi zapukała policja. Chłopacy wymyślili gadkę o biegunce i Klacik zapodział się w toalecie, a ja, George, Matt i Dylan pobiegliśmy do jej sypialni. Rozmowa trwała krótko i zwięźle. Gdy ogłoszono, że poszli wszyscy zeszliśmy na dół. Musieliśmy już iść i zabraliśmy jej psa. Wróciłam do siebie i rozłożyłam się na mojej kanapie
Ja cię, długo mnie nie było i muszę jakoś wszystko nadrobić ;__; na razie to na tyle, bo jestem zmęczona i odbywają się moje urodziny D:
Wszystkiego Najlepszego! :3
OdpowiedzUsuń